środa, 8 stycznia 2014

Oj przypomniało mi się :) Mikrofala + tusz do powiek + Karzysio = KATASTROFA :D

Krzysiek miał wtedy niecałe 2 lata jak to się stało :D
Kupiliśmy mikrofalę ze względu na to że mamy długi przedpokój i ciężko było w nocy wstawać i lecieć do kuchni i grzać wodę na mleko (a Krzysiek budził się na noc na butlę bo cyca już nie jadł jak skończył 13 miesięcy) więc mikrofala stała u nas w pokoju :D Pewnego pięknego dnia dostałam nowy tusz do rzęs bo kupiłam w pewnej firmie ( nie będę jej reklamować :P ) i zostawiłam go a parapecie. Mały został w pokoju a ja poszłam do kuchni zrobić na jedzenie. Po chwili biegnie Krzysio przestraszony i krzyczy : MAMA BAM MAMA BAM. No i myśle spadł z łóżka w pokoju teściów. Pytam się synku gdzie bam? Pokaż. I prowadzi mnie już myślę że do pokoju teściów a tu zdziwko do naszego pokoju prowadzi i pokazuje na mikrofalę. Podchodzę i patrzę do mikrofali a tam.... CZARNO! Boshe MÓJ NOWIUSIENKI TUSZ! Nie wiedziałam czy płakać czy śmiać się. NO cóż zdenerwowana na dziecko nie byłam, ale z dala od moich kosmetyków i mikrofali. Krzysztof to maszyna do psucia moich kosmetyków :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz